*
"Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzeienie. Zamykamy się w samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć."
"Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzeienie. Zamykamy się w samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć."
Antoine de Saint-Exupéry
*
Każdy
nerw, każda komórka mojego ciała buntuje się. Nawiedzana sprzecznymi myślami,
powoli rozpakowuje pudełko z wielkim, niezgrabnym napisem „przyszłość”,
rzucając za siebie podarte skrawki papieru z coraz to nowszymi datami. Ile
jesteśmy warci? Nie znam drugiej takiej istoty. Tak pysznej i dumnej. Tak
bardzo chciwej. Spójrzmy wkoło. Gwiazdy i księżyc, woda i ogień, ziemia i
powietrze. Wszelkie stworzenie… Wszystko to jest darem, jaki otrzymaliśmy. Ogień
naszych serc został zwalczony żądzą. Okrutną i nieprzewidywalną. Jej imię
przelewa się przez moje usta niczym gorzki ocet. Pieniądz. Dolary, złotówki,
euro, funty! Wartości bez wartości. Oplatające ludzkie serca niczym
najokropniejsze z gadów. „Zabij, zabij!” szeptają. Kuszą, zwodzą. Kto nie
rozumie, że nie są niczym stałym. Kolejna bezwartościowa rzecz w naszym życiu.
Poszłam
szukać zabójcy. Stanęłam na zatłoczonej ulicy. Wkoło tylko spieszący się
ludzie. Potrącili mnie raz, drugi, trzeci… Nie, w tym świecie nie ma czasu na
postój. Do czego się spieszymy? Uciekamy przed mordercą? Nie! Biegniemy do
niego z otwartymi ramionami! Kobieta w modnym, granatowym płaszczu stuka
obcasami, biegnąc do taksówki. Po drodze z kieszeni wypada jej dziesięć
złotych. Nagle wszyscy się zatrzymują. Błyszczące oczy powiększają się niczym w
japońskich kreskówkach. Jest tu. Tak, dokładnie w tym miejscu leży. Niepozorny,
delikatny banknot. Kilka dłoni sięga po niego niczym w transie. Pierwsze
dosięgają go palce o ładnych, krótko obciętych paznokciach. Jednak inni nie
poddają się tak prędko. Zaczyna się walka. Banknot nasiąka krwią. Ileż jej jest
na pieniądzach, które stały się centrum naszego życia! Stając na ulicy, już wiem, co mogę zrobić,
żeby zwrócić uwagę tych ludzi. Krzyk nic nie da. Ewentualnie odwróciłoby się
kilka osób, myśląc „co za wariatka!”. Jednak nie poświeciliby mi uwagi. Gdybym
jednak wyciągnęła banknot i podniosła rękę, miałabym tłumek wokół siebie. Pieniądz
– Bóg. Pieniądz – morderca.
Ilekroć
myślę o osiągnięciach społeczeństwa, o tym, co nazywamy cywilizacją, widzę zamknięcie.
Antoine
de Saint-Exupéry mówi, że pracując
dla dóbr materialnych, budujemy więzienie. Dodaje też, że dobrowolnie zamykając
się w tych ścianach, nie mamy przy sobie nic, dla czego warto żyć. Otoczeni
złotym murem zamykamy się we własnych ciałach z kosztownościami i innymi
przedmiotami bez wartości. Zgadzam się, że pieniądze są ważne. Ciężko jest bez nich przetrwać w obecnych
czasach, ale trzeba pamiętać, że nie są świętością. Nie można patrzeć się na
życie przez pryzmat monet i banknotów. Żadna z nich bogini w złoto – srebrnej szacie. Należy
pamiętać o innych wartościach. O tym, co naprawdę jest ważne. Co sprawia, że
życie warte jest uwagi. Nie waham się więc wysnuć wniosek, że najszczęśliwszy
będzie ten, który ma najmniej. Czy jest to nawoływanie do żebractwa? Oczywiście, że nie! Ale gdy nie będzie
bogaczy, ono nie ma sensu. Nie każe też zrezygnować z pracy i zostać
pustelnikiem. Ale może wystarczy znaleźć czas na kilka chwil z przyjaciółmi?
Może wystarczy przeczytać dzieło jakiegoś mistrza literatury? Albo może
wystarczy uśmiechnąć się do przypadkowego człowieka? Warto byłoby nie być
obojętnym na drobne przebłyski ostatnich form człowieczeństwa. Jednak po chwili
zastanowienia dochodzę do wniosku, że to nie jest możliwe. Postęp cywilizacyjny
jest zbyt szybki. Nawet nie jesteśmy w stanie dostrzec, kiedy nastanie moment,
gdy ludzkość zaniknie. Pozostaną tylko zautomatyzowane ciała. Widzisz to? Tego
człowieka z metalową ręką? Tego mężczyznę przywiązanego do pięknego, szybkiego
auta? Tę kobietę z niebotycznie kosztownym, ozdobnym naszyjnikiem? A to dziecko
w diamentowym wózeczku, które kołysze robot – niania? Uczucia gdzieś zanikły.
Piękno zniknęło w zakamarkach ciemnych, wilgotnych grobów ostatnich ludzi
pamiętających czasy, kiedy szczęście dawało coś więcej niż tylko materia.