*
"Życie jest szpitalem, w którym każdy pacjent
jest opanowany chęcią zmiany swego łóżka."
Charles Baudelaire
Charles Baudelaire
*
Jestem
niepodważalnym dowodem na to, iż w zamyśle Boga człowiek miał być idealny. Owym
dowodem jest również każdy mężczyzna i każda kobieta zamieszkująca planetę,
którą nazywamy swoim domem. Na całą naszą wyjątkowość nie składają się
anatomiczne szczegóły. Tajemnica tkwi w myślach. W zdolności czucia i
rozumowania. Pojmowania świata w sposób w pełni świadomy. Ludzkie uczucia można
porównać do idealnego mechanizmu. Jednak nawet do wspanialej maszyny czasem
wkrada się zakodowany błąd. Jest nim wolna wola. To coś, co jest jednocześnie
wspaniałym darem i przekleństwem. Ambicje
połączone z marzeniami sprawiają, że chodzimy niespokojni. Pragniemy dostać
więcej, niż jest nam dane. Łudzimy się, że mamy prawo żądać. Nie! Nie mamy do tego żadnego prawa! Nie
jesteśmy najważniejszymi istotami we wszechświecie! Jest ktoś nad nami, kto
kieruje naszym życiem. Dla wielu jest to Bóg. Ewentualnie przeznaczenie lub
jakaś nadludzka moc. Zawsze jednak jest to coś, co przewyższa nas, ma nad nami
władzę. Coś, czego nie możemy zbadać zmysłami. Człowiek jednak w swej pysze
wierzy, że sam może decydować o tym, co jest dla niego najlepsze. Że
najzwyczajniej w świecie może przeglądać kartki różnych tomów i łączyć je w
swoją własną, wspaniałą księgę życia.
Niczym pan i władca!
Z każdym kolejnym dniem utwierdzam się w
przekonaniu, że ludzie mają się za wyjątkowe stworzenia. Naczelne! Czasem mam
ochotę stanąć na środku ulicy i zacząć krzyczeć. Bez składu i ładu. Byleby
tylko zwrócić uwagę na siebie. Być w centrum tego całego zgiełku i szumu. Wybić
się, spojrzeć im w oczy i pytać o ich świadomość. Och, dobrze wiem, że ją
posiadają! Jednak zapominają o niej! Starają się posiąść nowe sekrety, będąc
ślepymi na te najbliższe.
Nawet teraz, siedząc na przystanku
autobusowym, słyszę głosy, które dowodzą moim przekonaniom. Młodzi i starzy.
Wszyscy narzekają. Nie doceniają wspaniałego daru, jakim jest życie. Wciąż chcą
je zmieniać. Na nowo umeblować, choć przecież dostali je takie, jakim być powinno.
Starsza kobieta spogląda na świat ze wstrętem. Jej odznaczona głębokimi
bruzdami twarz jakby zastygła w przypływie irytacji i zniesmaczenia. Elegancka,
ciemnozielona torebka kłoci się z długą, kwiecistą spódnicą. Ta pani wygląda
niczym kawałek starej wiosny na tym szarym przystanku. Dobrze zdaje sobie sprawę,
że już przekwitła. Czy to aż tak bardzo
ją irytuje, że nie potrafi cieszyć się dniami, które jej pozostały? Jej
niebieskie, chmurne oczy utkwione są w nastoletniej parze. Wydawać by się
mogło, że to zwykły chłopak i zwykła dziewczyna. Jednak diabeł tkwi w
szczegółach! Mocno obrysowane oczy oraz usta pociągnięte czerwona szminką
zdradzają jej pragnienie bycia dorosłym. Papieros w dłoni sprawia, że on czuje
się starszym. Czy zdają sobie sprawę, że tuż obok nich siedzi kobieta, która
tęskni za tym, czego oni usilnie próbują się pozbyć? Nie sądzę. Zbytnio
zapatrzeni są we własne, dziecięce nosy. Kobieta marszczy brwi i wygina usta w
grymasie, kiedy dochodzi do niej szary dym tytoniowy. Duszący zapach drażni
nozdrza. Spoglądam na cała trójką z niedowierzaniem. Dlaczego nie chcą pogodzić
się z tym, że na świcie mają określone miejsce?
Zastanawiam się czy wciąż się nie oszukujemy.
Mam wrażenie, że każdy z nas pragnie zmienić swoje życie. Czy, gdybym pytała
każdego po kolei, znalazłby się ktoś, kto odpowie mi, że nic mu nie brakuje? Że
jest bezwarunkowo szczęśliwy z tym, co ma? Zadaje pytania w martwą pustkę,
która zewsząd mnie otacza. Zastanawiam się czy ja jestem inna, czy to ludzie
błądzą? Przecież muszą rozróżniać ambicje
od pragnienia czegoś niemożliwego. A jednak mam wrażenie, że są całkowicie
głusi na otaczające ich ostrzeżenia. Bez przerwy zastanawiają się tylko, jakby
tu zmienić swoje życie. Charles Baudelaire porównuje życie do szpitala a
człowieka do pacjentów, którzy pragną jedynie zmienić swoje łóżko. W tym jednym
zdaniu ukryta jest nie tylko wielka prawda, ale i pogarda dla takiego
stanowiska. Przecież pacjent, któremu zostało przydzielone miejsce, powinien
cieszyć się, że zostało mu ono ofiarowane. Tymczasem potrafi on jedynie
narzekać. W jego sercu rodzi się pragnienie zdobycia czegoś innego. Nowego i
nieznanego. Można by rzec – lepszego. Nie jest to jednak prawdą. O ironio!
Przykro jest na to patrzeć i mieć świadomość, że sama również potrafię się tak
zachowywać.
Wielu nie wierzy we wróżby. Szczególnie te
złe. W tę jedną musimy uwierzyć. Staniemy się zgorzkniałym, opanowanym chęcią
zmiany życia społeczeństwem. Ziemia stanie się miejscem, gdzie nawet pośród
tłumu jest się samotnym. Brak tematów do rozmów będzie wynikiem ciągłej
rywalizacji o owo łóżko. Staniemy się sobie obcy. Ciało będzie jedynie martwa
otoczką dla starych idei. Dla chęci zmiany układu naszego istnienia. Ta wróżba
jest o tyle prawdziwa, o ile prawdziwe będzie nasze przekonanie o tym, że nie
dostaliśmy w życiu tego, czego potrzebujemy. Że zasługujemy na więcej. W każdym z nas tkwi ziarnko takiego
przekonania. Nie możemy z tym walczyć, bo byłaby to nierówna walka. Jedyne, co
przychodzi mi do głowy to spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i ucieczka na
bezludną wyspę. Problem w tym, że gdyby zrealizować ten pomysł zabrakłoby owych
wysp, a ludzie zanudziliby się. Przecież jak można żyć bez Internetu i komórki!
Jednak nie to spowodowałoby wyginięcie gatunku. Umarlibyśmy, ponieważ prawda
jest taka, że tylko rywalizacja o to lepsze łóżko trzyma nas przy życiu.